Piątek, 20 Kwiecień, Imieniny: Alfa, Leonii, Tytusa -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Wypoczywamy po mazursku - felieton Wiesława Mądrzejowskiego

Świetnie się człowiek czuje kiedy uda się choćby na kilka dni opuścić naszą krainę szczęśliwości. Może niezbyt daleko, ale schować się na przykład w litewskich zasypanych śniegiem borach. Nie ma telewizji i innych mediów, internet też w ograniczonym zakresie. Śnieg, słońce i kilkadziesiąt kilometrów „w nogach” na świeżym powietrzu.



Ceny, niestety, w euro, więc europejskie, ale w końcu czy na tych parę dni trzeba coś większego kupować? Na przykład prasę. A to wszystko oddalone przecież tylko o cztery godziny jazdy. Kilkanaście czy jeszcze nawet kilka lat temu na litewskich drogach spotykałem sporo polskich samochodów, na ulicach i w knajpkach słyszało się język polski. Dziś to, niestety, rzadkość. Coś podobnego stało się też z Rosjanami. W okolicach co lepszych hoteli, w spa czy w restauracjach było ich mnóstwo. Teraz przez kilka dni nie widziałem żadnego samochodu z rosyjską rejestracją.

 

Z cudzoziemców dominują Białorusini. U nas nie czują się chyba najlepiej, więc wydają pieniądze na Litwie. W końcu, póki co, to jedna (podobno) Unia Europejska. Właśnie, parę słów o wydawaniu pieniędzy na wypoczynek. Dobrze się chyba dzieje, że - jak wynika z różnych badań - wydajemy na wypoczynek coraz więcej. I nie tylko dlatego, że ceny rosną straszliwie. Zwyczajnie nauczyliśmy się wypoczywać. No, może nie do końca, jak świadczy wstrząsający reportaż o przebiegu ubiegłorocznego „wystrzałowego” sylwestra w Zakopanem.

 

Tysiące zalanych alkoholem „turystów”, tłok, wszechobecne chamstwo… No cóż, nikt nikogo nie zmusza do przebywania w „stolicy polskich Tatr”. Ale dutki zostały na miejscu, miejscowi zaś dostosowali wczasową ofertę do poziomu przybyszów. Czyli np. zawarte w cenniku hotelowym „sprzątanie zarzyganego pokoju” od 500 do 1500 zł. Kogo stać, czemu nie. Pieniądze podobno nie śmierdzą. Wracając dzisiaj, najpierw wolno (przy tamtejszej drogówce nasza to wyrozumiałe aniołki w białych czapkach, niektóre nawet bywało, że ze skrzydełkami) do granicy po tamtej stronie, a potem już dużo szybciej od granicy do domu, zastanawiałem się co zrobić. aby jednak i Szczytno mogło na wypoczynku parę złotych zarobić. Jak przypuszczam nie tylko ja mam takie problemy, władza nasza kochana też. Wytężono najtęższe umysły. a efekty jak na razie są ich godne.

 

Nie będę przynudzał po raz sto piętnasty. Najwięcej pieniędzy w Szczytnie zostawiają przyjezdni gdzie? Wiadomo, że w tzw. marketach czyli sklepach wielkopowierzchniowych. Wystarczy spojrzeć na parkingi przed nimi. Nawet na Placu Juranda czyli na jedynym w Europie bezpłatnym parkingu strzeżonym w samym sercu miasta, nie ma tylu samochodów ile stoi przed pierwszą lepszą „Pszczółką”, „Dildem” czy „Krainą Zakupów”. Tylko znikomy ułamek zostawianej tam przez przyjezdnych forsy trafia do miejskiej kasy. Większość wyjeżdża do krajów od nas znacznie bogatszych. Może właśnie dlatego. Innymi słowy Szczytno to po prostu przystanek po drodze na Mazury gdzie można uzupełnić zapasy czy też w trakcie wypoczynku nad jeziorami albo w lesie wpaść po coś niezbędnego.

 

Władze żadnego chyba innego miasteczka w Polsce nie powinny bardziej protestować przeciwko zakazowi handlu w niedzielę niż nasze. Przecież gdy markety zamkną się na niedzielę Szczytno będzie puste niczym kieszeń emeryta. Gdzieś tam smętnie przemknie jakiś tubylec i to wszystko. Bo i po co tu zaglądać, jak żadnej pułapki na pieniądze przybyszów nikt nie przygotował. Jest kilka miasteczek na Mazurach słynnych np. z ciekawych knajpek, znanych w kraju, a nawet na świecie. I zawsze pełnych, nawet poza tzw. sezonem. Dla nich sezon trwa cały rok. Zatrzymałem się dziś po drodze w jednej z nich, znanej z grzybów i ryb. Jak zawsze zresztą było pełno, chociaż przyznam na stolik nie trzeba było czekać co latem jest niemożliwe.

 

Rejestracje samochodów na parkingu z całego kraju oraz… Litwy. Wszyscy wiedzą, że na Mazurach najlepsze są świeże grzyby i ryby. A my jaką kuchnię promujemy? Nieszczęsnego „kartoflaka”? Nie powiem, lubię i golonkę „po mazursku”, tyle że ona smakuje dokładnie tak samo jak „golonka kociewska” w Kościerzynie i „mięcho bieszczadzkie” w Polańczyku. To tyle, mniej więcej jak już mówimy o wypoczynku. I pieniądzach.

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze